PROSZĘ ZOSTAW KOMENTARZ. DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, A DLA MNIE MOTYWACJA DO DALSZEGO PISANIA!
*PARĘ DNI PÓŹNIEJ*
Obudziłam się o 9. Dzisiaj wypisują mnie do domu. Z moimi wynikami jest wszystko dobrze. Ale gips z ręki ściągną dopiero po tygodniu. Harry codziennie odwiedzał mnie w szpitalu. Opowiadał żarty, a co najważniejsze dowiedział się, że Taylor wyrzucili ze szkoły, musi zapłacić odszkodowanie i wyprowadziła się z Londynu do Niemczech. Nareście będzie spokój, ale i tak za parę dni idę do nowej szkoły. Naciągnęłam na siebie dres. Usiadłam na szpitalnych łóżku i czekałam na mamę, która mnie odbierze. A przy okazji dowiedziałam się, że mama kupiła sobie nowy samochód, ale jeszcze nie miałam okazji go zobaczyć. Po 5 minutach przyszła pielęgniarka i podała mi papiery, które musiałam podpisać. Podpisałam z 5 kartek. Pielęgniarka wyszła, a ja powoli zaczęłam się pakować. Po 20 minutach włożyłam ostatnią cześć do torby i zapięłam na zamek. Usiadłam na łóżku i patrzałam się na drzwi, kiedy w końcu się otworzą i wejdzie uśmiechnięta mama. Po 10 minutach tak się właśnie stało. Do sali weszła moja uśmiechnięta mama.
- Cześć kochanie. - przywitała się rodzicielka.
- Cześć mamuś. - odpowiedziałam mamie i pocałowałam ją w policzek.
Mama z uśmiechem wzięła moją torbę i wyszłyśmy z sali. Poszłam jeszcze do miłych pielęgniarek się pożegnać i podziękować, że się mną opiekowały. Pielęgniarki się ucieszyły, że je odwiedziłam. Wyszłam z mamą ze szpitala. Poszłyśmy na parking. Mama stanęła obok samochodu, otworzyła bagażnik i włożyła do niego moją torbę.. Ja stałam z w wielkimi oczami patrzałam na auto.
- Córeczko. Co się stało? - zapytała mama.
- Nie. Patrzę na samochód. Nie mogę uwierzyć, że właśnie taki kupiliście. - powiedziałam.
- Podoba Ci się? - zapytała z uśmiechem.
- Tak! - odpowiedziałam, pokazując moje ząbki.
Wsiadłam na miejscu pasażera obok mamy. Mama odpaliła samochód i pojechałyśmy do domu. Lecz zamiast prosto do domu pojechać, pojechałyśmy do sklepu. Mama była dziś bardzo miła i pozwoliła wybrać mi jakieś ubranie. Po 15 minutach chodzenia po sklepie wybrałam to. Bardzo spodobała mi się ta sukienka i musiałam ją mieć. Poszłyśmy do kasy i mama zapłaciła. Pojechałyśmy jeszcze do Tesco. Wzięłyśmy potrzebne produkty i wreście pojechałyśmy do domu. Gdy mama zgasiła samochód, ja szybko z niego wybiegłam i poszłam do domu. Weszłam i na szyję rzuciła mi się Milena.
- Dusisz mnie. - wyszeptałam.
- Przepraszam, ale ja Cię tak długo nie widziałam. - odparła.
Weszłam do salonu i rzuciłam się na sofie. Nigdy nie pomyślałabym, że jest wygodniejsza od szpitalnego łóżka.
- Olivia. - przysiadła się do mnie Milena.
- Co? - odrzekłam.
- W twoim pokoju czeka ktoś na Ciebie. - odpowiedziała z uśmiechem.
- Kto? - podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Idź zobacz.
Wstałam z sofy i pobiegłam na górę. Weszłam do pokoju i na moim łóżku siedział Harry.
- Cześć. - powiedziałam z uśmiechem.
- Cześć. - pokazał swój śliczny uśmiech gdy mnie zobaczył. Wstał z mojego łóżka, podszedł do mnie i mnie przytulił.
- Dusisz! - wyszeptałam.
- Przepraszam, ale tak długo Cię nie widziałem.
- Przecież wczoraj mnie widziałeś. - powiedziałam.
- I o jeden dzień za długo. Przepraszam, że dzisiaj u Ciebie nie byłem, ale rano miałem wywiad i krótki koncert.
- Nic się nie stało. - uśmiechnęłam się.
- Porywam Cię. - złapał mnie za rękę i skierował do drzwi.
- Gdzie? - spytałam.
- Na spacer. Wyszliśmy z pokoju i poszliśmy na dół. Oznajmiłam mamie, że wychodzę. Wyszliśmy przed dom i i poszliśmy do samochodu Styles'a. Harry jak przyszło na dżentelmena otworzył mi drzwi. Wygodnie usiadłam na fotelu i zapięłam pasy. Po chwili obok mnie pojawił się loczek. Zrobił to co ja i odpalił samochód. Jechaliśmy w ciszy, tylko z radia leciała cicho muzyka. Patrzałam ciągle przez szybę. Obserwowałam ludzi, którzy się spieszyli. No tak Londyn. Po 20 minutach dojechaliśmy na polanę. Wyszłam z samochodu.
Moim oczom ukazała się piękna polana z milionami stokrotek. Jeszcze był zachód słońca to wyglądało bardzo magicznie.
Powolnym krokiem ruszyłam przed siebie. Nie chciałam iść dalej, nie chciałam deptać tych pięknych kwiatów. Usiadłam na środku, lecz niestety zdeptałam parę stokrotek. Chwilę później usiadł obok mnie Styles. Położyłam się na polanie, zamknęłam oczy i marzyłam. Marzyłam o tym co zwykle, czyli jak to by było gdybym była z Harrym. Przecież nie powiem mu tego, że się w nim zakochałam. Wyjdę na kompletną idiotkę, bo przecież Harry nic do mnie nie czuję. Przecież Harry Styles nie mógłby się zakochać w takiej zwykłej dziewczynie co ja.
Przestałam marzyć. Podniosłam się do pozycji siedzącej. Harry spojrzał się na mnie. Spojrzałam mu w oczy, w jego zielone, śliczne oczy. Patrzałam tak i zatapiałam się w nich.
- Tutaj jest tak pięknie, a ja jestem w dresach. - przerwałam tą piękną chwilę.
- Dla mnie w wszystkim jesteś piękna. - powiedział szeptem loczek.
Poczułam jak rumienie zalewają mi twarz. Strzeliłam buraka.
- Lubię jak się rumienisz. - powiedział Harry.
Podkurczyłam nogi, aż do brody i schowałam w nich moją twarz. Siedziałam tak z chwilę. Gdy poczułam, że mój rumieniec zszedł, spojrzałam się na uśmiechniętego Stylesa. Moją zdrową, prawą ręką zrywałam stokrotki. Zerwałam już ich bardzo dużo, jeszcze pomagał mi Harry. Po godzinie siedzenia, ruszyliśmy nasze cztery litery i pojechaliśmy do domu. Przed domem pożegnałam się z Harrym i weszłam do środka. Z wielkim bukietem weszłam do salonu, gdzie siedzieli rodzice oraz Milena. Jednego kwiatka podałam mamie, a drugiego Milenie. Poszłam do mojego pokoju. Stokrotki położyłam na łóżku. Podeszłam do szafki i po kolei wyjęłam 3 wazony. Poszłam do łazienki wlać do nich wody.

Wsadziłam kwiaty do wody i rozstawiłam je po pokoju. Muszę przyznać, że ładnie to wyglądało, mój pokój wyglądał tak jakby się ożywił. Stokrotki bardzo ładnie pasowały do mojego pokoju. Zrobiłam im zdjęcie i wysłałam do Harry'ego z podpisem " Popatrz jak ślicznie wyglądają. Mój pokój wygląda magicznie xx". Usiadłam na łóżku i zachwycałam się widokiem kwiatów. Może to dziwne, ale samo patrzenie na przeróżne, piękne kwiaty zachwyca mnie. Od razu na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Tak samo było tym razem. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, który zaświecił się. Wzięłam go do ręki i odczytałam sms od Harry'ego " Ślicznie. Cieszę się, że Ci się podobają xx". Uśmiechnęłam się. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Napuściłam wody do wanny, bo z gipsem na ręce trochę trudno by mi się brało prysznic. Rozebrałam się i weszłam do ciepłej wody. Lewą rękę położyłam tak, aby gips nie był mokry. Relaksowałam się kąpielom. Jedną ręką było mi bardzo trudno umyć głowę ale jakoś się udało. Umyłam się i wyszłam z wanny. Otarłam się ręcznikiem i ubrałam piżamę. Włosy tylko rozczesałam. Wszędzie zgasiłam światło, tylko zawsze paliła się mała lampka w rogu pokoju. Położyłam się do mojego łóżka i po chwili odpłynęłam w krainę snów.
--------------------------------------------------------------------------------------------
UDAŁO MI SIĘ DODAĆ ROZDZIAŁ. NIE ZBYT MI SIĘ PODOBA, ALE ZOSTAWIĘ WAM TO DO OCENY.
10 ROZDZIAŁ DODAM JAK BĘDĄ 3 KOMENTARZE.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
PROSZĘ ZOSTAW KOMENTARZ. DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, A DLA MNIE MOTYWACJA DO DALSZEGO PISANIA!
Pielęgniarka wjechała ze mną na oddział ratunkowy. Po około minucie pojawiła się przy mnie mama.
- Olivia? Dziecko co Ci się stało? - spytała zdenerwowana mama.
- Pobili mnie. - powiedziałam cicho.
- Kto? - dopytywała się.
- Potem Ci wyjaśnię. Nie teraz. Przepraszam. - odparłam.
- Dobrze. Zbadam Cię.
Wjechałam na łóżku do sali. Mama delikatnie i ostrożnie zbadała mnie. Po wszystkich badaniach okazało się, że jestem poobijana i mam złamaną rękę. Kamień spadł mi z serca, bo myślałam, że to coś gorszego. Rodzicielka założyła mi gips na rękę i wjechała ze mną do sali. Musiałam zostać parę dni na obserwacji. Leżałam na łóżku i patrzałam się w biały sufit. Po chwili weszła mama.
- Jak się czujesz kochanie? - spytała z troską.
- Nawet dobrze. - odpowiedziałam.
- Boli Cię coś? - znów spytała.
- Troszkę ręka. A tak to nic. - wymusiłam lekki uśmiech.
- To dobrze. Leki zaczęły działać.
Mama powoli ruszyła w stronę drzwi.
- Mamo. - powiedziałam.
- Tak? - odwróciła się i spojrzała na mnie.
- Jest Harry? - zapytałam.
- Ten chłopak co Cię tutaj przywiózł?
- Tak. - odpowiedziałam.
- Tak, jest. Czeka przed salą. - powiedziała z uśmiechem.
- Możesz go poprosić?
- Tak. Już.
- Dziękuję. - lekko uśmiechnęłam się.
Mama wyszła z sali. Znów mój wzrok powędrował na sufit. Po około dwóch minut wszedł uśmiechnięty Harry. Przesunął krzesło obok mojego łóżka i swoimi zielonymi oczami spojrzał w moje.
- Myślałam, że pojechałeś do domu. - odezwałam się.
- Nie mógłbym. Bardzo się o Ciebie martwiłem. Jak się czujesz? - przesunął się bliżej mnie.
- Dobrze. - uśmiechnęłam się. - Dziękuję. - dodałam.
- Za co? - spytał zmieszany.
- Za wszystko. Za to, że mnie tutaj przywiozłeś, za to, że martwiłeś się o mnie, za to, że pogadałeś z Taylor i za to, że jesteś. - powoli wymieniałam.
- Nie ma za co Olivia, naprawdę. - pokazał szereg swych ząbków.
Harry posiedział u mnie około godziny. Musiał już iść bo za dwie godziny ma koncert. Pożegnałam się z nim i wyszedł. Nie miałam co robić, więc postanowiłam się przespać.
*NASTĘPNY DZIEŃ*
Obudziłam się niezbyt wyspana. Spojrzałam na zegar wiszący w sali. Wskazywałam on 10.30. Niby długo spałam, ale nie wyspałam się. Sięgnęłam po mój telefon, który leżał na szafce. Spojrzałam na wyświetlacz. Miałam 3 nieodebrane połączenia i 2 wiadomości. Otworzyłam wiadomości. Jedna była od Livi. Przeczytałam jej treść " Co się z Tobą dzieję? Martwię się". Druga była od Harry'ego " Mogę dzisiaj Cię odwiedzić? xx". Odpisałam mu " Oczywiście, że tak :) xx ". Spojrzałam teraz na nieodebrane połączenia, wszystkie były od Livi. Postanowiłam do niej zadzwonić. Wcisnęłam zieloną słuchawkę, po dwóch sygnałach odebrała.
L: Olivia! Nareście. Gdzie Ty jesteś? Martwię się. - mówiła, bez przerwy.
O: Cześć. Milena Ci nic nie mówiła? W szpitalu jestem. - odpowiedziałam.
L: Jak to w szpitalu? - zdziwiła się.
O: Zostałam pobita.
L: Kto Cię pobił?
O: Taylor.
L: W jakim szpitalu jesteś? Zaraz u Ciebie będę.
O: Tam, gdzie moja mama pracuję.
L: Okej. Pa
Rozłączyłam się. Poprawiłam się wygodnie na łóżku. Patrzałam na sufit i zaczęło mi się strasznie nudzić. Zadzwoniłam do mamy.
M: Cześć kochanie. Jak się czujesz?
O: Dobrze. Mamo na którą masz do pracy?
M: Za 30 minut wyjeżdżam z domu. A co?
O: Przywieziesz mi jakieś gazety? Bo strasznie mi się nudzi.
M: Nie ma sprawy.
O: Dziękuję. Pa.
Skończyłam rozmawiać z mamą. Znów mój wzrok powędrował na sufit. Myślałam o Harrym. Chciałabym z nim być. Zaczynam czuć coś do niego. Coś bardziej niż zauroczenie. Miłość? Nie wiem, wydaję mi się, że tak. Chciałabym się do niego przytulić, pocałować jego malinowe usta. Chciałabym być po prostu szczęśliwa. Leżałam tak i myślałam, z 20 minut. Moje przemyślenia przerwała Livia, która weszła, a raczej wbiegła do sali. Szybko usiadła obok mnie i patrzała się pytającym wzrokiem.
- No co? - spojrzałam na nią.
- Dlaczego ta głupia debilka Cię pobiła? - zadała pytanie.
Opowiedziałam jej wszystko po kolei. Dokładnie wszystko. Od początku dnia, aż do mojego pobicia. Livia walnęła się w czoło i powiedziała " Kretynka, pożałuje tego. ". Nie powiedziałam jej, że ma zostawić ją w spokoju, bo nie posłuchałaby. Livia jest dziewczyną, która kocha swoich bliskich, jeżeli coś się stanie jej rodzinie czy przyjaciołom to uwierzcie, że Livia jest bardzo wkurzona i potrafi zrobić dużo rzeczy. Czasem nawet się jej boję.
Siedziałyśmy i gadałyśmy o wszystkim. Po 10 minutach weszła mama z policjantem. Podała mi różne czasopisma. Spojrzałam raz na nią a raz na policjanta.
- Córeczko. Musisz powiedzieć panu kto Cię pobił. - odezwała się miłym głosem mama.
Nie miałam wyboru. Policjant przedstawił się. Pozadawał kilka a nawet kilkanaście pytań, a ja musiałam na nie odpowiedzieć. W sumie to się ciesze. Taylor będzie miała przechlapane. Policjant wyszedł a mama oznajmiła mi, że przepisała mnie i Milenę do innej szkoły. Nie wiem po co, ale jak mama to ujęła " Będzie tak lepiej ". Livia posiedziała jeszcze chwilę, ale potem musiała już iść. Wzięłam jedną gazetę i zaczęłam czytać. Na jednej stronie zobaczyłam moje zdjęcie z Harrym, jak wychodziliśmy z kawiarni. Spojrzałam na nagłówek " HARRY STYLES Z NOWĄ DZIEWCZYNĄ? ".
- Jezu co za ploty. - powiedziałam w myślach.
Z nudów przeczytałam ten artykuł. Same plotki w nim się znajdowały. Czytałam następny artykuł o Selenie Gomez i Justinie Bieberze, nie dokończyłam go do końca, bo do sali wszedł uśmiechnięty Harry.
- Cześć. - uśmiechając przywitał się.
- Hej. - odwzajemniłam uśmiech.
- Jak się czujesz? - zapytał siadając przy mnie.
- Już lepiej. Przeczytaj to. - podałam mu gazetę z artykułem i naszymi zdjęciami.
Harry w skupieniu czytał słowa napisane o nas. Czytając to uśmiechał się.
- Same plotki. - podsumował. - Ale muszę przyznać, że ładnie razem wyglądamy. - pokazał swoje dołeczki.
- Harry! Oni piszą tutaj same plotki! - powiedziałam.
- Wiem. Czytałem. Ale to paparazzi nie należy się nimi przejmować. - uspokajał mnie loczek.
- Ale ja się przejmuję.
- Olivia. Nie należy, uwierz mi. - Harry złapał mnie za dłoń.
- No dobra wierzę Ci. - uśmiechnęłam się.
Harry posiedział jeszcze dłuższą czas. Śmialiśmy, rozmawialiśmy, żartowaliśmy. Z nim nie można było się nudzić. Przed 19 loczek musiał już iść. Pożegnałam się z nim i Harry wyszedł. Ja sięgnęłam za następną gazetę i zaczęłam czytać.
--------------------------------------------------------------
NO TO 8 ROZDZIAŁ JUŻ JEST. :) MIMO, ŻE NIE BYŁO 3 KOMENTARZY TO POSTANOWIŁAM GO DODAĆ.
NASTĘPNY ROZDZIAŁ NIE WIEM KIEDY DODAM.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Mój kochany budzik, obudził mnie o 7. Usiadłam na łóżku i przetarłam oczy. Leniwie wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wzięłam ubranie i poszłam do łazienki. Zrobiłam poranne czynności i nałożyłam makijaż. Spakowałam jeszcze książki do torby i zeszłam na dół. Była wczesna godzina, a rodziców już nie było w domu. Nie miałam ochoty na śniadanie, więc wypiłam tylko herbatę. Zadzwoniłam do Livi, aby upewnić się czy nie zaspała. Zanim wyszłam z domu poszłam obudzić Milenę, bo pewnie by nie ruszyła się i została w domu. A teraz jej na to nie pozwolę, bo nie długo kończy się rok szkolny i ma kiepskie oceny.
Po 5 minutach byłam już na przystanku, gdzie czekała na mnie Livia ubrana w to. Przywitałam się z nią buziakiem w policzek. Zamieniłyśmy parę zdań i przyjechał nasz autobus gdzie zawiózł nas prosto pod szkołę.
Stałam przy mojej szafce i szukałam mojego zeszytu z biologii. W pewnym momencie poczuł gdy ktoś mnie lekko popchnął. Odwróciłam się i zobaczyłam Taylor.
- Czego chcesz? - spojrzałam na jej rozweseloną twarz.
- Może spokojniej? Nie wiesz z kim zadzierasz. - pogroziła mi palcem.
- Nie będę spokojna. Daj mi spokój raz na zawsze.
- Śmieszna jesteś.
- Weź się ode mnie odwal. - powiedziałam z podniesionym głosem.
- Słuchaj! Masz odwalić się od Harrego. Myślisz, że nie wiem, że się z nim spotykasz. On musi być ze mną, a nie z Tobą.
- Marzenia masz dziewczyno. - zaśmiałam się jej w twarz.
- Zamknij się! Albo się od niego odwalisz, albo pożałujesz. - powiedziała.
- Uważaj, bo się boję. - zakpiłam z niej.
- Powinnaś. Drugi raz nie będę ostrzegać. - lekko mnie szturchnęła i odeszła.
Muszę przyznać, że trochę się przestraszyłam. Taylor ma kolegów, którzy nie wiadomo co mogą zrobić. Szybko wyciągnęłam telefon z torby i zadzwoniłam do Harrego. Po dwóch sygnałach odebrał.
J: Cześć. Co robisz? - zapytałam.
H: Przed chwilą wstałem, a zaraz będę zbierał się na próbę. - odpowiedział.
J: A do której masz próbę?
H: Nie wiem. Może z trzy lub cztery godzinki. - powiedział.
J: A przyjechał byś po mnie do szkoły?
H: Coś się stało? - spytał przerażony.
J: Musimy pogadać. To jak? - zapytałam.
H: Przyjadę. O której mam być?
J: Kończę o 13. - powiedziałam.
H: Okej. Będę.
J: Dzięki. To pa. - rozłączyłam się.
Wsadziłam telefon do kieszeni i poszłam pod salę od biologii.
* PARĘ MINUT PO 13*
Wyszłam ze szkoły i wzrokiem szukałam Harrego. Po kilku sekundach znalazłam go przed szkołą, stojący przy swoim samochodzie. Pomachał mi. Ruszyłam w jego stronę i nie wiadomo skąd przede mną pojawiła się Taylor.
- Ostrzegałam Cię! - krzyknęłam.
- W dupie to mam. - powiedziałam i ominęłam ją.
- Pożałujesz tego Cyrus. - krzyknęła za mną.
Przyśpieszyłam krok i chwilę później byłam przy Harrym. Przywitałam się z nim.
- Co ta dziewczyna od Ciebie chciała? - miał na myśli Taylor.
- Właśnie chciałam z Tobą o tym pogadać. - powiedziałam.
- To może pojedziemy gdzieś na kawę i w spokoju pogadamy? - zaproponował loczek.
- Nie. Wolę to mieć za sobą. - oparłam się o samochód Harrego.
- To mów. Co się dzieje.
- Ta dziewczyna o którą się pytałeś ma na imię Taylor. Strasznie mi dokucza, śmieję się ze mnie. Ona jest chyba jakąś twoją psychofanką. Dzisiaj straszyła mnie, że jeżeli się od Ciebie nie odwale to tego pożałuję, bo ona tylko może z Tobą być. Ja się już zaczynam jej bać. - powiedziałam prawie ze łzami w oczach.
- Spokojnie. - powiedział loczek i przytulił mnie.
Przytuliłam się do jego torsu i wąchałam jego cudne perfumy. Po chwili oderwałam się od niego i spojrzałam w jego śliczne, zielone tęczówki.
- Poczekaj chwilkę. Zaraz przyjdę. - zwrócił się do mnie i odszedł.
Patrzałam co robi Harry. Podszedł do Taylor. Ona najpierw z uśmiechem spojrzała mu w oczy. Poczułam się zazdrosna.
-Cholera! Co się ze mną dzieje? Nie mogę się zakochać w Harrym! Przecież nie mam u niego szans. - powiedziałam sobie w myślach.
Patrzałam dalej co robi Harry. Zaczął tłumaczyć coś Taylor, nie wiedziałam co, bo byłam za daleko aby coś usłyszeć. Taylor krzyknęła coś na Harrego. Harry powiedział jej jeszcze coś i odszedł. Ona z wściekłą miną spojrzała na mnie i krzyknęła : POŻAŁUJESZ TEGO KURWA CYRUS! Harry odwrócił się do niej i powiedział : A JA CIĘ OSTRZEGAŁEM. Ona już nic nie powiedziała, tylko odeszła. Nie wiedziałam, co Harry jej powiedział i czemu ją ostrzegał. Loczek podszedł do mnie, nic nie powiedział, spojrzał mi w oczy i po prostu mnie przytulił. Nie wiedziałam, o co chodzi. Nie powiedziałam nic, tylko bardziej się do niego przytuliłam. Po chwili oderwałam się od niego i z ciekawską miną spojrzałam na loczka.
- Co jej powiedziałeś? - spytałam.
- Nic. - odpowiedział.
- Kurde Harry! Co jej powiedziałeś? - powtórzyłam pytanie.
- Powiedziałem jej, że ma się od Ciebie odwalić, jeśli nie to będzie miała ze mną do czynienia i że ona na pewno nie ma u mnie szans. - uśmiechnął się.
- Dziękuję. - pocałowałam go w policzek.
Kurwa co ja zrobiłam? Po co całowałam go w policzek? Był to impuls, nie mogłam tego powstrzymać.
- Przepraszam. - spuściłam głowę.
- Nic się nie stało. - powiedział i pokazał szereg swych białych ząbków. - Odwiozę Cię do domu. - dodał.
- Dziękuję, ale wole się przejść. Chce to sobie wszystko przemyśleć. - powiedziałam.
- Na pewno? - zapytał dla pewności.
- Tak. Na pewno.
- No dobrze. To ja uciekam. Jak coś to jestem pod telefonem.
- Dobrze. Cześć.
Pożegnałam się z loczkiem i odwróciłam się z stronę domu. Szłam powoli i wszystko układam sobie w głowię. Wszystko po kolei.
Byłam na ulicy Oxford Street. Skręcałam w moja ulicę, gdy nagle poczułam coś dziwnego. Upadłam na ziemię. Spojrzałam w górę i zobaczyłam uśmiechniętą twarz Taylor. Koło niej stali jacyś faceci. Po chwili poczułam jak ktoś mocno kopnął mnie w brzuch. Jęknęłam z bólu, lecz kopniaki nie ustępowały. Kopali mnie po całym ciele. Po chwili Taylor odwróciła mnie na plecy. Usiadła na mnie rozkrokiem i walnęła mocno w twarz.
- Mówiłam, że tego pożałujesz. - powiedziała i jeszcze raz mnie uderzyła. - Dobra chłopaki idziemy. - zwróciła się do kolesi i odeszła.
Dotknęłam twarzy, spojrzałam na dłoń i była cała zakrwawiona. Z nosa krew mi się lała. Wszystko mnie bolało. Dosłownie wszystko. Powoli i boleśnie wyjęłam telefon z kieszeni. Wybrałam numer do Harrego. Po jednym sygnale odebrał.
J: Harry proszę przyjedź szybko. - ledwo co mówiłam.
H: Olivia. Co się stało? - zapytał.
J: Harry proszę przyjedź. Błagam.
H: Gdzie jesteś?
J: Na Oxford Street.
H: Dobra. Za 5 minut będę.
Nie powiedziałam już nic, tylko się rozłączyłam. Pech chciał, że żaden człowiek, tutaj nie przechodził. Myślałam, że tutaj umrę. Po chwili przyjechał Harry. Szybko wyszedł z auta i pobiegł do mnie.
- Jezu Olivia co Ci się stało? - zapytał zdenerwowany.
- Pobili mnie. - powiedziałam wolno.
- Kto? - zapytał, klęcząc przy mnie.
- Taylor. - nie miałam nawet siły, aby płakać.
Harry nie powiedział nic. Ściągnął z siebie kurtkę i mnie okrył. Zauważył, że nie mam siły, więc wziął mnie na ręce. Delikatnie położył mnie z tyłu na siedzeniach. Leżałam bez ruchu i próbowałam płakać, z bólu ale nawet nie mogłam. Harry szybko wsiadł do auta, zapiął pasy i z piskiem opon odjechał.
- Gdzie... Gdzie jedziemy? - zapytałam.
- Do szpitala. - odpowiedział loczek, który skupiony był na prowadzeniu auta.
- Nie.. Nie! - cicho krzyknęłam.
- Olivia. Musi Cię lekarz zbadać. Nie interesuje mnie to, że nie chcesz, i tak Cię zawiozę.
- Moja mama pra...pracuje w szpitalu. Ma dzisiaj zmianę. Wi..więc jest w pracy. - powiedziałam z trudem.
- Na jakim oddziale pracuje? - zapytał Harry.
- Na..na ratunkowym.
- Czyli twoja mama będzie Cię badała.
Nie odpowiedziałam nic. Nie chciałam się sprzeciwiać Harremu, bo był dla mnie dobry. Opiekował się mną. Nie wiem czemu to robił. Nie wiem.
Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Harry delikatnie wziął mnie na ręce i poszedł ze mną do szpitala. Wszedł i od razu koło mnie pojawiła się pielęgniarka. Kazała Harremu położyć mnie na łóżku szpitalnym. Loczek posłusznie wykonał polecenie. Pielęgniarka powoli pchnęła łóżko na oddział, gdzie będą robić mi wszystkie badania.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
RESZTA BĘDZIE W ROZDZIALE 8.
8 DODAM JAK BĘDĘ 3 KOMENTARZE :)
PROSZĘ ZOSTAW KOMENTARZ. DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, A DLA MNIE MOTYWACJA DO DALSZEGO PISANIA!
W szkole byłyśmy po 20 minutach. Weszłyśmy do budynku. Ja poszłam do swojej szafki, a Livia do swojej. Wzięłam książki na matmę, która była pierwsza i poszłam pod salę.
Lekcje minęły w normalnym tempie, i były jak zawsze nudne. No oprócz angielskiego.
Wyszłam sama z budynku, bo Livia miała jeszcze jedną lekcje a Milena już skończyła. Szłam w kierunku bramy od szkoły. Wyszłam za teren szkoły i zobaczyłam ciemny samochód. Przeleciałam go wzorkiem i poszłam dalej. Już minęłam prawie samochód i usłyszałam moje imię. Odwróciłam się i zobaczyłam Harrego, który wychodzi z ciemnego samochodu.
- Co Ty tu robisz? - zapytałam zdziwiona.
- Przyjechałem po Ciebie. - uśmiechnął się pokazując szereg swych białych ząbków.
- Ja wiem jak dojechać do swojego domu. - powiedziałam troszeczkę chamsko.
- Ja mogę Cię odwieść.
- Nie trzeba. - odwróciłam się i chciałam już odchodzić.
Nie wiem czemu to powiedziałam. Może dlatego, że nie chcę aby ktoś ze szkoły zobaczył mnie z Harrym Stylesem i wtedy będą mnie bardziej lubić, a może i nawet hejtować.
- No nie daj się prosić. - powiedział Harry, który znalazł się obok mnie.
Nie odpowiedziałam nic. Loczek złapał mnie za rękę i zaprowadził do samochodu. Jak przyszło na dżentelmena otworzył mi drzwi. Chwilę się zastanowiłam czy wejść czy nie. Przy okazji zobaczyłam Taylor ( dziewczyna, która mnie nie lubi ) patrzała na mnie z zazdrością. Zmierzyłam ją wzrokiem i wsiadłam do samochodu. Zapięłam pasy i od strony kierowcy wsiadł Harry. Również zapiał pasy i ruszył dość szybko. Patrzyłam za okno i nie wiedziałam co powiedzieć. Harry też pewnie nie, bo nic nie mówił, był skupiony na jeździe. Spojrzałam na niego i on w tym samym momencie się odwrócił do mnie. Spojrzałam mu w oczy i pożałowałam tego. Z dnia na dzień coraz bardziej podoba mi się Harry. Nie zakochałam się jeszcze, bo potrzebuje czasu, aby to poczuć, ale zauroczenie? Zdecydowanie tak.
Zauważyłam, że skręcił w lewo, a nie w prawo tam gdzie znajduje się mój dom.
- Harry. Powinieneś skręcić w prawo. - spojrzałam na niego.
- Wiem. - odpowiedział.
- To czemu skręciłeś w lewo? - spytałam zdziwiona.
- Bo jedziemy na kawę. - spojrzał na mnie.
Nie chciałam jechać, no ale Harry'emu Styles'owi nie mogłam się oprzeć. Pokiwałam tylko głową, że się zgadzam. Jechaliśmy ciągle w milczeniu. Nie wiedziałam o czym mam z nim rozmawiać. Harry zauważył naszą nudę, więc włączył radio. Akurat leciała piosenka One Way Or Another. Związku z tym, że lubiłam tą piosenkę i znałam więc zaczęłam śpiewać. Piosenka się skończyła, a loczek patrzył na mnie z podziwem.
- Tak, wiem, że fałszuje. - spojrzałam na niego lekko uśmiechniętymi ustami.
- Nie prawda. - od razu zaprzeczył.
- Przecież, ja wiem, że fałszuje. Nie musisz zaprzeczać. - dalej stałam na swoim.
- Nie fałszujesz. - a on dalej stał na swoim.
- Fałszuje.
- Nie!
- Niech Ci będzie. Jako jedyny uważasz, że nie fałszuje. - poddałam się.
- I o to chodziło. - powiedział z miną " wygrałem ".
Po 5 minutach byliśmy na miejscu. Znaleźliśmy się na obrzeżach miasta.
- Przyjechaliśmy tutaj, bo to miejsce jest magiczne. Mają tutaj najlepszą kawę i ogólnie kocham tu przyjeżdżać. - powiedział Harry, gdy wyszliśmy z samochodu.
- Dobrze. - uśmiechnęłam się.
Weszliśmy do środka. Od razu gdy przekroczyłam próg poczułam tutaj taką miłą, ciepłą atmosferę. Ściany były koloru kremowego, a na nich wisiały stare i nowe fotografie Londynu. Stoliki były małe i okrągłe, pokryte białym obrusem oraz na środku stoliku stałe różowe róże w wazonie. Usiedliśmy przy stoliku obok okna. Widok z okna był cudowny. Przedstawiał on jezioro oraz polanę, a w dodatku, że była wiosna to było jeszcze bardziej magicznie.
- Polecałam tutaj cappuccino. Jest najlepsze. - powiedział po chwili milczenia.
- Jeśli tak chwalisz to poproszę. - uśmiechnęłam się.
Po chwili podeszła do nas kelnerka. Harry zamówił dwa cappuccino i dwa kawałki ciasta truskawkowego. Spojrzałam z powrotem na ten piękny widok. Szczerze to nigdy takiego widoku nie widziałam, jest śliczny. Patrzałam tak na ten widok i coraz bardziej się nim zachwycałam. Po paru minut kelnerka przyniosła nasze cappuccino i ciasto truskawkowe.
Wzięłam łyk cappuccina. Muszę przyznać, że bardzo dobre.
- I jak smakuje? - zapytał Styles.
- Nawet bardzo. - uśmiechnęłam się.
- Wiedziałem, że Ci zasmakuje.
Wzięłam następny łyk.
- Ubrudziłaś się. - zaśmiał się Harry.
- Gdzie? - zapytałam i zakryłam ręką usta.
- Poczekaj. - wziął chusteczkę do ręki i wytarł mi usta.
- Dziękuje - zawstydziłam się.
Zjedliśmy do końca ciasto oraz wypiliśmy cappuccino. Harry zaproponował abyśmy poszli się przejść wzdłuż jeziorka. Zgodziłam się. Zapłaciliśmy za wszystko, podziękowaliśmy i wyszliśmy. Szliśmy powoli wzdłuż jeziora. Coraz bardziej zachwycałam się tym widokiem. Był jeszcze zachód słońca, więc jezioro wydawało się bardziej piękniejsze. Usiedliśmy na małym, drewnianym mostu i podziwialiśmy chowające się już słońce.
45 minut później byłam już w domu. Z Harrym pożegnałam się tylko zwykłym "cześć". Coraz więcej o nim myślę, coraz częściej. Na lekcji nie mogę się skupić, tylko myślę o Harrym. Ale pewnie jak zawsze nic z tego nie wyjdzie.
Wzięłam piżamę pod rękę i poszłam do łazienki. Wzięłam kąpiel i się ubrałam. Postanowiłyśmy dzisiaj z Mileną, że będziemy oglądać filmy.
Zeszłam do kuchni i zrobiłam nam dużą miskę popcornu. Wzięłam miskę i poszłam do salonu. Włączyłam "To właśnie miłość" i czekałam na Milenę. Po chwili usiadła w piżamie obok mnie.
- Ulubiony film Harrego. - odezwała się brunetka.
Zapomniałam napisać, że Milena ostatnio się przefarbowała na coś takiego. Muszę przyznać, że ładnie w tym wyglądała.
- Spoko. - udało mi się tylko to powiedzieć.
Po "To właśnie miłość" obejrzałyśmy jeszcze "Titanic". Nie odbyło się bez łez. Po filmach poszłyśmy do swoich pokoi. Gdy położyłam się na moje ciepłe łóżko od razu usnęłam.
---------------------------------------------------------
WIĘC JEST JUŻ ROZDZIAŁ 6. NASTĘPNY DODAM JAK BĘDZIE POWYŻEJ 3 KOMENTARZY.
+ NOWA BOHATERKA
Taylor Olson - ma 17 lat. Chodzi razem do klasy z Olivią. Uważa się za najpiękniejszą i najbogatszą. Uwielbia komuś dokuczać, a najbardziej Olivii. Jej rodzice są bardzo bogaci. Jej mama ma swoją firmę oraz jej tata swoją. Od 16 roku życia, jeździ samochodem. Jest chamska, wredna, śmieję się z wszystkich tylko nie z siebie oraz jej przyjaciółeczek.