piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział 19.

PROSZĘ ZOSTAW KOMENTARZ. DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, A DLA MNIE MOTYWACJA DO DALSZEGO PISANIA!


*TYDZIEŃ PÓŹNIEJ*

Siedziałam w salonie, nadal w piżamie i oglądałam telewizję, ale przeszkodził mnie dźwięk dzwonka. Wstałam z kanapy i skierowałam się do drzwi. Otworzyłam i ujrzałam listonosza.
- Pani Olivia Cyrus? - przeczytał na liście.
- Tak, to ja. - odpowiedziałam.
- Proszę podpisać. - podsunął mi list.
Wzięłam od listonosza długopis i podpisałam list.
- Dziękuję. - powiedziałam i zamknęłam drzwi.
Wróciłam do salonu, usiadłam na sofie i przejrzałam list. W prawym górnym roku ujrzałam wielkimi napisami napisane " MODEST ". Moje serce mocno zaczęło bić. Przestraszyłam się otworzyć ten list. Nie wiedziałam czego oni ode mnie chcą. Po chwili namysłu, otworzyłam go.
" Droga Olivio!
Piszemy do Ciebie ten list, aby prosić Cię o dzisiejsze spotkanie. Przyjdź o 14, do naszej siedziby, pokój 123. Będziemy na Ciebie czekać.

                                                              Modest "
- Czego oni ode mnie chcą? - powiedziałam sama do siebie w myślach.
Wstałam z kanapy i poszłam do siebie. Schowałam list do szafki i podeszłam do szafy. Wyszykowałam sobie zestaw i udałam się do łazienki. Wzięłam prysznic i wytarłam mokre ciało. Założyłam na siebie szlafrok i podeszłam do lustra. Na powiekach zrobiłam cienkie kreski eyelinerem i rzęsy pociągnęłam tuszem. Na usta nałożyłam jeszcze różowy błyszczyk. Wyszłam z łazienki i w pokoju ubrałam przygotowane ubrania. Do torebki wrzuciłam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół i weszłam do kuchni, gdzie siedziała Milena.
- Ja wychodzę. - powiedziałam, sięgając po butelkę wody.
- O której będziesz? - zapytała.
- Nie wiem, postaram się jak najszybciej. Bądź cały czas w domu. - powiedziałam i wyszłam.

Postanowiłam, że pójdę spacerem do Modest, aby przemyśleć kilka spraw.
Szłam przez ulice Londynu rozmyślając co Modest ode mnie chce.
Po 30 minutach dotarłam na miejsce. Stanęłam pod budynkiem i spojrzałam się na jego wielkość.
Weszłam do budynku. Zauważyłam sekretarkę na wprost mnie i podeszłam do niej.
- Dzień dobry. Ja byłam umówiona z Modest. - powiedziałam drącym głosem.
- Imię i nazwisko? - powiedziała.
- Olivia Cyrus.
- Proszę iść do windy. Piętro 5, pokój 123. 

- Dziękuję. - powiedziałam i odeszłam.
Zauważyłam srebrne drzwi od windy. Podeszłam do nich i czekałam na windę. Po chwili podjechała. Weszłam do środka i wcisnęłam klawisz z numerem 5. Po 10 sekundach stania w windzie, zatrzymała się, a ja wyszłam z niej. Spojrzałam na lewo i postanowiłam udać się w tą stronę. Przechodziłam obok różnych drzwi. W końcu ujrzałam duże, brązowe drzwi z numerem 123. Wzięłam głęboki oddech i lekko zapukałam. Usłyszałam " proszę " i weszłam do środka. Za biurkiem siedział około 50-letni siwy, mężczyzna.
- Czekałem na panią. Proszę usiąść panno Olivio - wskazał ręką na krzesło.
Wykonałam jego polecenie i czekałam, aż coś powie, lecz nie miał zamiaru wypowiedzieć, chociaż jednego słowa.
- Więc po co kazał pan mi tu przychodzić? - zapytałam.
- Musi pani natychmiast wyjechać i zniknąć z życia Harry'ego. - powiedział od razu.
- Co? Jak to?
- Harry nie może spotykać się z panią! Nie jest pani sławna.
- Ale Louis jest z Eleanor.
- To jest inna sprawa. Jeżeli nie zniknie pani z jego życia stanie się coś pańskiej rodzinie, a obydwoje wiemy, że nie chce pani aby to się stało. Ma pani dwa dni na opuszczenie Londynu. - powiedział surowym i ciężkim głosem.
- Pan jest głupi! Jak może pan zniszczyć czyjeś życie?
- Proszę się uspokoić!
- Nie! Dlaczego pan to robi? Aby mieć więcej kasy? Nienawidzę pana! Kompletny idiota. - wyszłam z jego biura, trzaskając drzwiami. 

Z płaczem pobiegłam do windy. Kilkanaście razy przyciskałam ten cholerny guzik, ale winda nie chciała podjechać. Kopnęłam ją i zdecydowałam się na schody. Zbiegłam ze schodów i szybko udałam się do wyjścia. Zadzwoniłam na taksówkę i czekałam na nią. Usiadłam na schodach pod budynkiem i zaczęłam mocno płakać.
Dlaczego jak wszystko zaczęło się układać, ktoś musi to spieprzyć? Dlaczego nigdy nie mogę być do końca szczęśliwa? Dlaczego to życie jest takie nie sprawiedliwe? No kurwa, dlaczego?
Moje przemyślenia przerwała nadjeżdżająca taksówka. Wzięłam torebkę i pobiegłam do samochodu. Podałam kierowcy mój adres i odjechaliśmy od tego cholernego budynku.  
Po 15 minutach byłam pod domem, zapłaciłam taksówkarzowi i wbiegłam do domu. Zdjęłam buty i wyciągnęłam telefon. Wykręciłam numer mamy. Po chwili odebrała.
J: Cześć mamo. Dzisiaj przyjadę do Was z Mileną. Wyślij mi Wasz adres zamieszkania.
M: Olivia? Co się stało?
J: Później Ci wytłumaczę. Wyślij mi sms'em.
Rozłączyłam się. Poszłam do siebie i wzięłam laptopa na kolana. Poszperałam w internecie i zamówiłam dwa bilety na dzisiejszy lot. Zamknęłam laptopa i poszłam do pokoju siostry.
- Pakuj się. Jedziemy do rodziców. - powiedziałam otwierając drzwi.
- Dlaczego? - zapytała zdziwiona.
- Później Ci wytłumaczę. Pakuj się bo o 20 mamy samolot. - zamknęłam drzwi i poszłam do siebie.
Wyciągnęłam z szafy walizkę i zaczęłam pakować do niej ubrania. Nie patrzałam jakie biorę, bylebym jakieś miała. Po godzinie pakowania, wzięłam do ręki ubrania i poszłam do łazienki. Musiałam wsiąść długą kąpiel. Nalałam wody do wanny oraz olejek cytrynowy. Rozebrałam się i weszłam do parującej cieczy. Ułożyłam się wygodnie i odchyliłam głowę do tyłu. Myślałam o tym co powiedział mi ten koleś od Modest. Na samo przypomnienie zaczęłam mocno płakać. Nie wiedziała co mam zrobić. Mam zostawić moją największą miłość? Jak widać nie mam wyboru.

Po 30 minutach wyszłam z wanny. Wytarłam się, wymalowałam delikatnie i ubrałam. Wyszłam z łazienki i poszłam do kuchni przyrządzić jakiś posiłek.    
Po zobaczeniu produktów postanowiłam zrobić szybką i lekką sałatkę z kurczakiem. Wyciągnęłam wszystkie produkty na blat i zaczęłam je kroić do sałatki. Wrzuciłam wszystkie produkty do miski i dokładnie je wymieszałam. Wrzuciłam na rozgrzaną patelnię kurczaka, którego przysmażyłam na złoty kolor. Wyciągnęłam go z patelni i pokroiłam w plastry. Na dwa talerze nałożyłam sałatki, a na niego plastry kurczaka. Wzięłam talerze do rąk i postawiłam na stole.
- Milena obiad! - krzyknęłam za siostrą.
Po chwili w kuchni ukazała się siostra. Usiadła na krześle i zaczęła jeść przygotowany przeze mnie posiłek.
- Spakowana? - zapytałam po chwili.
- Tak, ale powiedz mi Olivia po co my jedziemy do rodziców? - spojrzała na mnie.
- Modest zakazało spotykać mi się z Harry'm. Jeżeli złamie ten rozkaz to stanie się coś Tobie i rodzicom. - na moim policzku popłynęła łza.
- Co? To są jakieś żarty, prawda? - lekko zaśmiała się Milena.
- Nie! Byłam dzisiaj u nich. Kazali mi wyjechać z Londynu i się z nim nie kontaktować. - rzuciłam sztućcami o talerz.
Wstałam z krzesła i pobiegłam na górę. 

Wbiegłam do swojego pokoju. Mocno trzasnęłam drzwiami i sunęłam się na podłogę płacząc.
Nienawidzę swojego życia! 
Bez Harry'ego moje życie nie ma sensu.
Nie wyobrażam sobie sekundy bez niego, a co dopiero życia!
Zakryłam twarz w kolanach i zaczęłam mocniej płakać. Po chwili do pokoju wleciała Milena. Zobaczyła mnie na podłodze, uklęknęła obok mnie i mocno mnie przytuliła. Po chwili odsunęłam się od siostry i wstałam z ziemi.
- Chodź zbieramy się. - chwyciłam za walizkę.
Wyszłam z siostrą z mojego pokoju. Ja zeszłam na dół, a Milena poszła do siebie po swoją walizkę. Będąc w salonie, wzięłam do ręki telefon i zadzwoniłam po taksówkę. Skończyłam rozmawiać i dopiero teraz zobaczyłam, że mam wiadomość od mamy. Wcisnęłam pokaż i wyświetlił mi się ich adres zamieszkania.
Po 10 minutach pod nasz dom podjechała taksówka. Nałożyłam na siebie kurtkę i wyszłam wraz z siostrą. Zakluczyłam dom i wsiedliśmy do taksówki.
Spoglądając przez szybę, dopiero teraz się zorientowałam, że jesteśmy na lotnisku. Zapłaciłam kierowcy i wyszliśmy z taksówki. Wraz z walizkami weszliśmy do środka. Przeczytałam na tablicy, że nasz samolot jest dopiero za 30 minut. Pociągnęłam Milenę na kawę. Kupiłyśmy sobie po kubku i usiadłyśmy na ławce.
- Zadzwonię do Livi, aby ją poinformować. - przerwała ciszę siostra.
- Okej. - odpowiedziałam obojętnie.
Milena odeszła kawałek dalej i wykonała telefon do kuzynki. Po chwili wróciła do mnie i zajęła poprzednie miejsce.
15 minut później byliśmy przed odprawą. Pokazałam nasze bilety i swobodnie weszliśmy na pokład samolotu. 

2 godziny później wylądowaliśmy w Paryżu. Wzięłyśmy swoje walizki i wyszliśmy z lotniska. Zatrzymaliśmy taksówkę i pojechaliśmy pod adres, który podałam.
Po chwili wyszłam z samochodu i ujrzałam nowy dom rodziców. Przyglądałam się willi, a z mieszkania wybiegła mama. Podeszła do mnie i mocno się we mnie wtuliła. Rozpłakałam się. Najlepsze co może być, rozpłakać się w ramionach własnej matki.
Po chwili stania weszliśmy do domu.
- Mamo zrobisz mi kakao? Jest mi zimno. - powiedziałam okrywając się kocem w salonie.
- Oczywiście. - powiedziała i zniknęła z oczu.
- Co się dzieje słoneczko? - koło mnie usiadła tata i położył swoją rękę na moje ramię.
- Opowiem Wam wszystko, tylko jak przyjdzie mama. - odpowiedziałam.
Po chwili do salonu wróciła mama. Podała mi kubek z ciepłym kakałem. Wzięłam łyk ciepłej, brązowej cieczy i zaczęłam :
- Dostałam dzisiaj list od Modest'u.
- Kto to jest Modest? - przerwała mi mama.
- Modest jest to agencja, która podpisuje kontrakt z różnymi gwiazdami. Po podpisaniu tej umowy między tą agencją a gwiazdami, wynajęty sztab ludzi dba o ich wizerunek w mediach, kontroluje na każdym kroku, kieruje nimi, podejmuje za nich wszystkie ważne decyzje. Chłopacy nie mają głosu aby coś powiedzieć. Inaczej Modest układa im życie. - odpowiedziałam.

- Dobrze, mów dalej. - rozkazał tato.
- No więc dostałam dzisiaj od nich list. Przeczytałam go i było w nim napisane, że mam przyjść do ich siedziby na spotkanie, wiec ubrałam się i poszłam, tam taki głupi, gburowaty, nienormalny koleś zakazał mi spotykać się z Harry'm bo nie jestem sławna, a jeżeli nie dotrzymam ich rozkazu to stanie się coś Wam i Milenie. - opowiedziałam im wszystko po kolei, wycierając płynące łzy z mojego policzka.
- Co za ludzie? Jak oni tak mogą? Przecież Wy się kochacie! Nie, no to się nie mieści w głowie. - zaczęła dramatyzować mama.
- Mamo, spokojnie. Jak widać oni mogą, a ja muszę się do tego przystosować. - odłożyłam na stolik pusty kubek po ciepłym kakale. - Gdzie mogę spać? Bo jestem senna. - zapytałam.
- Chodź pokaże Ci pokój, który urządziliśmy dla Ciebie.
Wstałam z kanapy i ruszyłam za mamą. Weszliśmy schodami do góry i mama otworzyła pierwsze drzwi po lewej stronie. Weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam przytulny pokój.
- Na przeciwko jest nasza sypialnia, więc jakby coś się działo to przyjdź, krzycz obojętnie co. - powiedziała mama.
- Dobrze. Dziękuję. - musnęłam jej policzek.
Wyciągnęłam z torby piżamę i ubrałam się w pokoju. Nie miałam siły brać prysznica i myśleć o Harry'm. Położyłam się na łóżku i przykryłam kołdrą. 

Wierciłam się z boku na bok i nie mogłam zasnąć. Wstałam z łóżka i poszłam do sypialni rodziców. Delikatnie obudziłam mamę.
- Co się stało kochanie? - spytała miłym głosem.
- Nie mogę zasnąć. Przytulisz?
- Oczywiście.
Mama wstała z łóżka i wróciłyśmy do mojego tymczasowego pokoju. Położyłam się z powrotem do łóżka, przykryłam kołdrą i mocno wtuliłam się mamę. Po chwili męczenia w końcu zasnęłam.


-----------------------------------------
I CO MYŚLICIE O TYM ROZDZIALE?
MI SZCZERZE NIE ZA BARDZO SIĘ PODOBA.



                                      MIŁEGO CZYTANIA

1 komentarz:

  1. Ten jest jak na razie najlepszy . w końcu zaczyna się coś dziać . ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy